Czy było już tak, że obwiniałaś się nie potrzebnie? Kiedy to zrozumiałaś? U mnie trwało to dosyć długo. Kilka mrocznych lat. Zdecydowanie za długo. Teraz wiem, że to nie moja wina. To nie ja przyczyniłam się do tego co zaszło. Teraz to wiem.

.dobre złego początki.

Uśmiechnął się do mnie. Tylko do mnie. Ja dostrzegłam jego spojrzenie w tłumie.Wśród wielu innych.Te oczy i uśmiech mówiły wszystko. Teraz wiem, że nie mówiły nic. Słowa były niepotrzebne. Kiedy podał mi dłoń zadrżałam, nie mogłam wydusić słowa. Strzałą zostałam ugodzona prosto w serce. Pieprzony amor.

Nie było wtedy fejsbuków. Było gadu gadu, choć i tego nie posiadałam. Internet był niepotrzebny. Numer podałam na domowy telefon. Komórka była pod rządami mamy, a sms kosztował prawie dwa złote. Cóż poradzić. Takie czasy. Fajne czasy.

.spacer.

Zadzwonił. motyle w brzuchu świrowały. Nogi drżały jakbym dopiero co skończyła biegać. Nawet słuchawki nie umiałam odłożyć na miejsce.

Spotkaliśmy się w połowie drogi. Szedł zawadiacko. Był pewny siebie. Oczy lśniły. Nie wiem sama komu bardziej. Tajemniczy, a jednocześnie cholernie otwarty na tę znajomość. Wiedział już, że wpadłam po uszy. Wiedział, że nie musiał wiele robić by mnie zdobyć. Wiedział też, że owinie mnie sobie wokół palca prędzej niż podejrzewał sam.

Czas stanął w miejscu. Mieliśmy tyle wspólnego! Od sposobu spędzania wspólnie czasu wolnego przez ten sam gust do ulubionych potraw, po ulubione kolory. Los spłatał mi figla. Postawił oto przede mną ideał, którego zazdrościł i podziwiał każdy. Prawie każdy. Jedna z moich koleżanek powiedziała Uważaj. Patrzyła z dystansu na to, co się zaczyna dziać. Do dzisiaj żałuję, że nie posłuchałam i odsunęłam ją od siebie.

Byłam pewna, że mi zazdrości, że nie życzy mi dobrze.

.za długo.

Pierwszy szok przeżyłam po roku.kiedy okazało się,że jednak ma kumpli i spędza z nimi dużo czasu. Za dużo. Przy mnie nie pił alkoholu. Z nimi chlał do nieprzytomności. Przy mnie był dżentelmenem. Z nimi świnią z nogami w gównie. Przyszedł wtedy do mnie. Pijany. Mogę zostać na noc? Wybełkotał.

Pozwoliłam. Ukryłam go przed rodzicami, którymi powiedziałam,że on źle się czuje i położył się spać wcześniej. Wtedy też obudziłam się w mokrym łóżku. Dostałam w twarz za to, że specjalnie wylałam wodę żeby go upokorzyć. To nie była woda.

Był mistrzem przeprosin. Kurwa jak on umiał przepraszać. Mydlił oczy, czarował. Jednego dnia romantyk innego cham i prostak. Wmawiał mi, że nie poradzę sobie w życiu bez niego. Udowadniał, że to dzięki niemu jestem lubiana,że gdyby nie on, to nie miałabym nic. Jak on się mylił.

Wtedy mu wierzyłam, choć sama wmawiałam sobie, że jest inaczej. Że się myli. Jednak to on był całym moim światem. Światłem dla zbłąkanej szarej ćmy.

Do bólu można się przyzwyczaić.Siniaki szybko znikają. Rysy w głowie pozostają długo. Powiem nawet, że chyba na zawsze. Ciężko było mina nowo się poskładać i uwierzyć w siebie. Poukładać wszystko w głowie by znów na samej szczycie piramidy było JA. Tylko ja.

.moja wina.

Zdeptał moje ego. Do tego stopnia, że szukałam pocieszenia w ramionach innych, by uwolnić się od niego. byłam pewna, że nie poradzę sobie sama i muszę najpierw znaleźć kogoś, kto będzie mi oparciem. Wtedy pojawiał się znowu. Ja wracałam jak głupia gąska. Wierzyłam, wybaczałam, ufałam. Koło się zamknęło. Znowu.

Po jakimś czasie to samo. Czułam się jak chomik w kołowrotku, z którego nie mogę wyjść. Mówił, że dostałam, bo go zdradziłam. Wierzyłam. To twoja wina mówił przy każdym uderzeniu. Ja przepraszałam.

.impuls.

Trwało to trzy lata. trzy cholerne lata mojego życia. Stracone. Nie wrócą już nigdy. Przestałam ufać innym. Zamknęłam się na świat. popadłam w problemy z samą sobą i zaufałam po jakimś czasie jednej przyjaciółce. Na imię miała amfetamina. Po kolejnym półtora roku wyrwałam się z letargu. Poznałam mojego męża, który otworzył mi oczy. Przypomniał mi czym naprawdę jest miłość. Ta prawdziwa. Na nowo zaczęłam wierzyć w siebie. Jestem tu.

.to nie moja wina.

Znęcanie się psychiczne i fizyczne na osobie, którą się kocha świadczy o problemach nie ofiary, a kata. To on miał problem, nie ja. Wcześniej gdyby ktoś powiedziałby mi, że partner bije. Puknęłabym się w czoło i kazała kopnąć go w dupę. Zamknąć przed nim drzwi. Teraz wiem, że jest to najtrudniejsze. Na szczęście nie nie możliwe. Czasami wystarczy impuls, czasami druga osoba,a najczęściej pomoc zupełnie obcych ludzi.

.ja zrobiłam ten krok.

Wpis ten nie powstałby gdyby nie mail od Klaudii z bloga Niezłe ziółko, który wylądował niedawno w skrzynce. Kampania społeczna Za zamkniętymi drzwiami. Krakowska Fundacja 3-4 start oraz Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne Tęcza. nie mogłam nie podzielić się z tobą tym, co sama przeżyłam.Chciałam ci udowodnić, że naprawdę się da. Powiedz głośno to nie moja wina, bo kluczowa decyzja jest w twoich rękach!