Długo myślałam nad tym co zamieścić w tym poście. W końcu chciałam przekazać ci wszystko to, co moim zdaniem jest ważne kiedy już zdecydujesz się rozpocząć naukę języka online. Sama nie sądziłam, że angielski online, przez skype z kimś z Filipin może się udać. Tym bardziej, że mój angielski kuleje.

.angielski online.

.kali pisać, kali jeść.

Wahałam się na samym początku. Ostatni raz rozmawiałam z kimkolwiek po angielsku ponad sześć lat temu. Niby wiedza jakaś była, ale podobno mięsień nieużywany zanika.Tak czy inaczej odważyłam się zrobić ten krok. Zaczęłam swoja przygodę z językiem angielskim online. Padło na Angielską Ulicę.

.początek.

Pierwszym krokiem, który musisz wykonać to odświeżenie swojego konta na Skypie. Ja musiałam założyć je całkowicie na nowo. Nie używałam go już długo i nie pamiętałam nawet hasła do niego. Później przychodzi czas rejestracji na stronie Angielska Ulica.

Tam podajesz najważniejsze dane, które potrzebne są do nauki. Przede wszystkim imię, nazwisko, numer telefonu i login skype. Jeśli czegoś nie wiesz to nic się nie martw. W moim przypadku przyszedł mail, w którym poinformowano mnie, że podałam zły login i instrukcja jak zrobić to prawidłowo.

Po prawidłowej rejestracji czas na dokonanie wyboru pakietu lekcyjnego. Znajdziesz go w zakładce cennik. To tutaj dostosujesz tempo nauki do swoich osobistych potrzeb i umiejętności. Spośród czterech propozycji wybierasz ten, który cię interesuje najbardziej.

Angielska Ulica - cennik lekcji online

Kiedy kupisz lekcje na twoim koncie lądują Tickety, które spokojnie sobie wykorzystujesz.

Kolejnym krokiem jest wybór lektora. Tutaj spędziłam najwięcej czasu. Wybór jednego spośród ośmiu dostępnych to nie lada wyczyn. Na szczęście możesz kliknąć na lektora i zobaczyć profil. Możesz wysłuchać tego, co lektor ma do zaoferowania. Poznać go i jego głos. Mój wybór padł na Jhen.

Angielska Ulica - lektorzy.

Już po pierwszej lekcji wiedziałam, że był to dobry wybór. Nie miałam pojęcia gdzie podział się mój stres już po chwili rozmowy. Rozmawiało nam się tak naturalnie, że zapomniałam o wszystkim co wokół.

Później wybierasz termin lekcji. Pamiętaj, że jedna lekcja to dwadzieścia pięć minut, więc rozplanuj to sobie dobrze. W moim przypadku było ciężko, bo Filip koniecznie musiał widzieć z kim rozmawiam i sam chciał rozmawiać z Jhen. Na szczęście udawało mi się gdzieś umknąć. Wcisnąć mu jakieś żelki i włączyć bajki żeby mieć chociaż chwilę dla siebie i angielski online.

Kiedy już wszystko zostało wybrane czekasz na swoją pierwszą lekcję. Serce biło szybciej i trema sprawiała, że zasychało mi w gardle. Kilka minut przed rozpoczęciem lekcji dostawałam maila przypominającego o niej. Nie powiem, bo fajna sprawa te maile.

.czas start.

Przedstawić się umiałam więc najgorzej nie było. Jhen podesłała mi plik z pytaniami, które miałyśmy przerobić w ciągu następnych kilku lekcji. To jest kolejny dobry pomysł, bo często mam tak, że więcej rozumiem czytając niż słysząc i w razie problemów mogłam zajrzeć do pytań.

Najgorsze były momenty kiedy niby wiem co chciałam powiedzieć, ale za cholerę nie umiałam sobie przypomnieć jak to się mówi po angielsku. Więc mówię na przykład Yes, I have husband. His name is Piotr, he is 32. He work in company where he … he… he.. kurwa nie wiem. Przepraszam. I’m sorry. I don’t remember what I want to say.

Na szczęście mogłam się wspomóc również translatorem od google. Mogłam też literować słowa, których wypowiedzieć nie potrafiłam.

Powiem ci, że miałam dylemat czy do pierwszej lekcji mam się umalować i uczesać. tak wiem problem wielki, ale serio chciałam. Doszło do tego, że siedziałam w gaciach z piżamy i normalnej bluzce, popijałam kawę, i rozmawiałam sobie z Jhen jak z koleżanką. Mam nadzieję, że kontakt jakiś pozostanie, bo to świetna dziewczyna. Już znalazłyśmy się na Instagramie.

.podsumowanie.

Czy lekcje mi coś dały? Tak. Odświeżyłam swój angielski, poruszyłam szare komórki do pracy i kolejne dni były o niebo łatwiejsze. Dlatego jeśli ty potrzebujesz odświeżyć język lub ktoś z twoich bliskich, na przykład dziecko przygotowujące się do matury, to koniecznie skorzystaj z tego typu pomocy.

Bez wychodzenia z domu, co w moim przypadku było ogromnym plusem, bo wiecznie czasu znaleźć nie mogłam. Jestem też pewna, że to nie moje ostatnie lekcje. Angielski online to przede wszystkim łączenie przyjemnego z pożytecznym.

Miałaś już do czynienia z tego typu lekcjami?