Pewnie już nie raz słyszałaś hasło bodypositive. Czy jednak miałaś okazję sprawdzić co ono tak naprawdę oznacza? Czy jest to promocja otyłości? Kto powinien się z nim bratać? Dlaczego i ja popłynęłam z nurtem tej idei? Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśnię twój umysł, a odpowiedzi na te pytania sprawią, że zaczniesz myśleć o sobie inaczej.

.bodypositive.

Najprościej rzecz ujmując bodypositive oznacza pozytywne myślenie nie tylko o swoim ciele, ale o ciele innych. Bez oceniania i przyklejania łatek. Idąc tym tokiem widzę w człowieku coś więcej. Nie osądzam kogoś na pierwszy rzut oka. Nie zawsze tak było. Mało tego przez taki pryzmat myślenia sama byłam niezadowolona ze swojego wyglądu. Chciałam być inna. Szczuplejsza, ładniejsza. możesz o tym przeczytać w tekście o akceptacji, który niedawno się pojawił.

To, że zaakceptowałam siebie, nie sprawiło, że nie widzę niczego innego prócz czubka własnego nosa. To nie samouwielbienie. Znam swoje wady i zalety. Mało tego. Zaakceptowałam je. Zaakceptowałam też świat, w którym przyszło mi żyć. Wiem, że ocenianie innych jest łatwiejsze niż spojrzenie na siebie trzeźwym okiem. Jednak ocenianiu mówię stanowcze NIE. Patrząc na innych dostrzegam piękno. Piękno różnorodności.

.wojna trwa.

Niestety spotkałam się również z opiniami, że bodypositive to nurt, który wtóruje modzie na otyłość. Fit kobiety zarzucają tym większym, że są leniwe, że wolą mówić o bodypositve niż wziąć się za siebie i schudnąć. Grubsze kobiety zaś nazywają te szczupłe chudzielcami i twierdzą, że wola wyglądać tak jak teraz niż jak decha. Jednak jak wspomniałam wyżej bodypositive to zaakceptowanie siebie i pokochanie swojego ciała. Swoich wad i zalet. Jak to nazwała Agata z Grubsze Sprawy:

Pamiętajmy,  że akceptacja własnego ciała to nie samouwielbienie, czy ślepa fascynacja sobą. Jest to bardziej świadomość własnych zalet i wad, możliwości i ograniczeń. A przede wszystkim, jest to pozwolenie sobie i innym na korzystanie z życia, bez względu na to, w jakim ciele przychodzi nam je przeżywać. Tak po prostu, bez oceniania.

.rukola.

Czy to, że bratam się z tym ruchem sprawia, że nie dbam o siebie? Nic bardziej mylnego. Fakt lubię od czasu do czasu sięgnąć po coś niezdrowego, ale zdrowa kuchnia to mój mały konik. Lubię przemycać moim domownikom zdrowe potrawy w codziennym życiu. Powtórzę się raz jeszcze.

Bodypositive to nie promocja otyłości.

Dlaczego ty też powinnaś poznać ten nurt? Nie ważne czy jesteś niska, wysoka, szczupła, grubsza, ruda czy blond. Nie ważne czy piegów na twoim policzku jest więcej, czy odstają ci uszy, czy nogi są krzywe. Poznaj swoje wady, prześpij się z nimi, a na koniec zaakceptuj je i uwierz, że są twoimi zaletami.

Uwielbiam moje śmieszne uszy, które się wyostrzają, intensywność mimiki, proste biodra i subtelne krzywe, szybko rosnące włosy pod moimi ramionami i krótkie nogi. Jak każdy, jestem naturalnym cudem zasługującym na podziw. A życie z tą wiedzą jest o wiele przyjemniejsze, ponieważ naprawdę mogę doświadczyć uroku tych, którzy są wokół mnie, zamiast doceniać go niejasno z odwróconą głową. M. Barry 

.pokazałam tyłek.

Dosłownie. Kiedy przestałam być zakompleksionym babskiem, który patrzy na innych wrednym spojrzeniem i ocenia, zaczęłam wierzyć, że mogę o wiele więcej. Doszło nawet do tego, że wzięłam udział w pokazie bielizny! Tak ja. Z modelką mam mało wspólnego. Do tej zwykłej brakuje mi centymetrów, a nadbywa kilogramów. Zaś do modelek plus size brakuje mi znów centymetrów i o dziwo kilogramów.

Kim więc jestem? Z kim mam się utożsamiać? Mam metr pięćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, krótkie nogi i w miarę normalną wagę. W sumie tak mogę nazwać moje 67 kilogramów. Choć wiem, że jedni powiedzą iż za dużo. Mimo tego udało mi się wziąć udział w pokazie bielizny co możesz zobaczyć śledząc mój profil na Inastagramie czy Facebooku.

Dosłownie. Kiedy przestałam być zakompleksionym babskiem, który patrzy na innych wrednym spojrzeniem i ocenia, zaczęłam wierzyć, że mogę o wiele więcej. Doszło nawet do tego, że wzięłam udział w pokazie bielizny! Tak ja. Z modelką mam mało wspólnego. Do tej zwykłej brakuje mi centymetrów, a nadbywa kilogramów. Zaś do modelek plus size brakuje mi znów centymetrów i o dziwo kilogramów.

Po pierwszym pokazie czuję cholerny niedosyt i chcę więcej! Szłam dumna, z podniesioną głową w bieliźnie. Czy wstydzę się tego? Nie! Piękna bielizna jest dla każdej z nas. Moje piersi nie są w najlepszej kondycji, ale wykarmiłam nimi mojego syna. Biodra kołysały się w takt muzyki, zupełnie jak moje uda. Pokochałam całym sercem ideę BodyPositive. Dzięki niej zaczęłam inaczej patrzeć na innych, a to spowodowało, że przestałam również krytycznie patrzeć na siebie. Fakt, przychodzą takie dni, kiedy coś jest nie tak. Jednak ma to związek z co miesięczną przypadłością kobiet – miesiączką. Na szczęście nie trwa dłużej niż tydzień. Co da się wytrzymać.

Zachęciłam cię choć trochę do poznania bliżej tematu bodypositive?