Jak to zawsze bywa, po hucznej nocy sylwestrowej, przychodzi taki moment w życiu każdego, że zaczyna planować. Cały swój kolejny rok bierze w swoje ręce, by pod jego koniec stwierdzić, że jednak niewiele się udało. Tfu, wróć. By stwierdzić, że wszystkie plany i marzenia się spełniły. Mam nadzieję, że tak właśnie jest u ciebie. Pewnego roku i u mnie stał się cud. Zrozumiałam na czym polega akceptacja.

Co roku obiecywałam sobie, że zgubię gdzieś po drodze nadprogramowe kilogramy. Z każdym kolejnym dniem utwierdzałam w sobie myśl, że i tak nic z tego nie będzie. Nawet jak się udawało, to przychodził moment, że ciągle coś było nie tak. Wracałam do punktu A. Było mi cholernie trudno wyjść z błędnego koła, które toczyłoby się pewnie do dziś.

.akceptacja.

Czy robiłam coś więcej w tym kierunku? Tak. Moje diety i ćwiczenia kończyły się z tak samo wielkim przytupem, jak samo myślenie o nich. Nieszczęśliwa, bo nie schudłam, oddawałam się swoim ulubionym czynnościom. Zaspokajałam swój wygłodniały organizm czekoladą, a przy okazji płakałam. Płakałam głośno, bo po pierwsze kocham ją tak samo mocno, jak nienawidzę.

Pierwsza połowa stycznia mijała mi na ćwiczeniach z gwiazdami, które raczyłam przekleństwami. Kiedy na przykład piękna czarnoskóra piosenkarka – idolka z dzieciństwa – krzyczała czujecie to? Ja odpowiadałam tak kurwa czuję! W drugiej połowie stycznia tę samą piękną czarnoskórą piosenkarkę podziwiałam z tabliczką czekolady i śmiałam się jej w twarz mówiąc głośno teraz się sama męcz.

Już nie wspomnę o słynnej polskiej trenerce, której zaufało wiele kobiet. Pokazywałam jej środkowy palec kiedy poślizgnęłam się na plamie własnego potu. Wtedy też chwytałam za ukochaną czekoladę, która nigdy mnie nie skrytykowała. Wtedy nie znałam jednego słowa: akceptacja.

.samouwielbienie.

Byłam niezadowolona ze swojego wyglądu. Będąc szczupłą, chciałam być szczupła jeszcze bardziej. Kiedy waga pokazywała mniej niż sześćdziesiąt kilogramów, nagle zapragnęłam nowego nosa, cycków i ust. Potem myślałam o dłuższych nogach, bo centymetrów mi zawsze było mało. Tych w górę, bo w szerz było ich zawsze stosunkowo więcej.

Coś się jednak zmieniło. Nadszedł taki dzień w moim życiu, kiedy zdałam sobie sprawę, że spadające kilogramy wcale nie czynią mnie szczęśliwą. Wręcz przeciwnie. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że akceptacja siebie to nie schudnięcie czy poddanie się operacji plastycznej. To akceptacja siebie w stu procentach. Akceptacja swoich wad i zalet. Plusów i minusów.

Mam jedno ciało, krągłe ciało i jednego ducha. Sprawiłam zatem, że duch stał się szczęśliwy. Kiedy zadbałam o swój umysł okazało się, że moje ciało to moja prywatna świątynia, którą kocham i nie mam zamiaru zmieniać. W końcu po każdej zmianie, którą przeszłam okazywało się, ze i tak do końca nie jestem zadowolona. To po co się męczyć?

.jedno słowo.

Kiedy teraz każda z was coś planuje, stawia sobie cele i próbuje je realizować. Ja powiem tylko jedno. jedno słowo: akceptacja. Kiedy już zaczniesz trening, ten najważniejszy nad swoim duchem, a nie ciałem, zdobędziesz o wiele więcej niż ci się wydaje. Zacznij, tak jak ja, myśleć o sobie dobrze – nie źle. Co pomogło mi? Po kolejnej nieprzespanej i przepłakanej nocy, zasnęłam. Kiedy otwarłam oczy i spojrzałam w lustro – uśmiechnęłam się. To był ten przełomowy moment. Powiedziałam w końcu cześć piękna, to będzie twój rok!

Tak też się stało. Pół roku później poznałam mojego męża. Choć niedawno oznajmił mi, że byłam mniej zmierzła niż teraz. Uśmiech nie schodzi mi z ust. Fakt są kryzysy. Kiedy mam ochotę rzucić wszystko w kąt i uciec, ale w końcu od siebie nigdy nie ucieknę. Zaakceptowałam nawet swoją porywczość podczas kłótni. Mąż mniej, a nawet wcale. Po każdej kłótni musimy zaopatrzyć się zawsze w jakieś nowe talerze czy kubki. Nikt nie powiedział, że będzie idealnie. Przestałam udawać. Przestałam być kimś, kim tak naprawdę nigdy nie chciałam być. Zatańczyłam.

Czy namawiam cię zatem żebyś przytyła? Nic z tych rzeczy. Chciałabym natomiast żebyś popatrzyła na siebie z boku. Pokochała swoje wady, które w pewnym momencie uznasz za zaletę. Zrób sobie noworoczny prezent i spróbuj zaakceptować siebie taką, jaką jesteś właśnie teraz!

W krągłym ciele szczęśliwy duch? W moim wypadku z pewnością tak.