Kiedy pierwszy raz usłyszałam od znajomej „nie chcę być mamą” pomyślałam, że to nic dziwnego. Było to osiem lat temu. Znajoma do dzisiaj trzyma się tego co powiedziała wtedy. Ma męża, który bez problemu zaakceptował jej decyzję i nigdy o dziecku nie wspomina. Żyją i cieszą się sobą.

Nie chcę być mamą.

Ania, mama dwójki synów. Pod naciskiem otoczenia i dlatego, „że wypada, tak trzeba” zdecydowała się na dziecko. Już w czasie ciąży żałowała tej decyzji. Nie karmiła piersią. Kiedy pierwszy raz przyłożyła syna do piersi poczuła obrzydzenie.

Decyzja o drugim dziecku to znów zlepek wszystkich „wypada, tak trzeba, dwójka to minimum, mały będzie szczęśliwy”. A co z jej szczęściem? Nikt nawet nie zapytał jak się czuje. Tak trzeba, tak będzie dobrze.

Mąż ma mnie w dupie. Ma gdzieś wszystko, co związane jest z domem, z dziećmi i ze mną. Wraca do domu, je obiad, włącza telewizor i gapi się w telefon. Nasze małżeństwo to fikcja. Jednak boję się od niego odejść. Nie mam nic swojego. Nie dałabym sobie rady bez niego, a on uprzykrzyłby mi życie.

Tęsknie za czasami bez dzieci.

Nie wiem czy kocham moich synów. Chyba nie. Opiekuję się nimi z poczucia obowiązku. Jednak nie czuję do nich tego, co powinna czuć matka. Wczoraj uciekłam z domu, kiedy mąż wrócił z pracy. Skłamałam, że mam wizytę u lekarza. A poszłam do kawiarni. Tak bardzo tego potrzebowałam.

Chyba nie chcę być mamą. Może nawet nie chyba. Cały czas zastanawiam się jak to by było gdybym nie została matką, a jedyne o czym marzę to doba bez synów. Ciągle kłamię, że jestem szczęśliwa, że mi dobrze w życiu. Nie tylko oszukuję najbliższych, ale i samą siebie. Nie znoszę mojego życia i wszystkich dookoła. Na pewno jakimś uczuciem darzę swoje dzieci, może ich kocham, ale ich nie lubię.

Nie sądziłam, że tak będzie wyglądało moje życie.

Bałam się tej inności, bałam się powiedzieć, że nie chcę być mamą. Bałam się, że kiedy postawię na swoim i zrobię inaczej niż to jest przyjęte, uznają mnie za odmieńca i zostanę sama. Bałam się, że kiedy powiem oficjalnie, że nie chcę mieć dzieci, zrobią ze mnie chorą psychicznie. Stąd też decyzja o ich posiadaniu.

Ciągnę wiec dalej tę farsę. Nikomu nie przyznaję się do tego, ale jestem bardzo samotna. Mam w końcu rodzinę więc powinnam być szczęśliwa? Nie mam nic swojego. Nie wiem już nawet czego chcę w życiu. Tkwię w martwym punkcie i nawet nie potrafię odwzajemnić uśmiechu dzieci.

Jednak podjęłam tę decyzję i muszę zrobić wszystko, by wyrośli na dobrych chłopców. By szanowali swoje kobiety i pomagali im w życiu nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Nie tak jak mój mąż, który prowokuje każdą kłótnię, próbuje mi wmówić jaka jestem beznadziejna. Na siłę chce udowodnić to, ze bez jego pracy i pieniędzy jestem nikim i powinnam mu usługiwać oraz codziennie dziękować za jego łaskę.

Nie chcę być mamą, a jednak muszę

Moje dzieci mają cztery i jedenaście lat. Każdy poniedziałek i każdy dzień po świętach to najpiękniejsze dni w moim życiu. Chowałam pieczywo do szafy z moimi ubraniami i biegłam do sklepu po nowe, by tylko pobyć sama. Bez męża i dzieci.

Zanim zostałam mamą miałam wszystko to, czego chciałam. Spełniałam się i byłam bardzo szczęśliwa. Teraz żałuję decyzji o ich posiadaniu. Żałuję, że wróciłam do Polski i poznałam mojego męża. Nie chcę być mamą, ale nią jestem.

Jeden z synów właśnie demoluje mieszkanie, a ja płaczę w duchu z bezsilności. Nie mam siły już krzyczeć czy zwracać mu uwagę. Za kilka godzin zaprowadzę go do przedszkola wtedy odetchnę. Będę miała aż dwie i pół godziny dla siebie zanim wróci mąż i drugi syn. Co wtedy? Wypiję kawę i popłaczę, by choć na chwilę się uwolnić od tych wszystkich emocji, które we mnie siedzą.

Potem wróci mąż, zje obiad, rzuci talerzem gdzie popadnie, zwróci mi uwagę, bo za dużo według niego wydałam w sklepie, a w lodówce pustka. Da mi do zrozumienia, że gówno w domu robię. Włączy telewizor, będzie gapił się w swój telefon i tak spędzimy „razem” kolejny dzień.

Nowoczesne mamy

Kiedy przeglądam zdjęcia smukłych mam i ich wystylizowanych dzieci, kiedy oglądam gwiazdy, które zewsząd atakują tym wyidealizowanym macierzyństwem. Smukłymi sylwetkami i radami, jak to jest zajebiście. Mam dosyć. Pieprzone lukrowanie, które w rzeczywistości kończy się na zabawach dzieci z nianią. Czy im zazdroszczę? Pewnie tak.

Zazdroszczę im, bo ja zdeptałam swoją kobiecość i swoje życie już w pierwszej ciąży. Kiedy przez pierwsze pięć miesięcy rzygałam niestrawionym jeszcze obiadem, kiedy mdłości budziły mnie w nocy. Kiedy jedynym ubiorem był trzytygodniowy śmierdzący i poplamiony dres. Kiedy szpilki schowałam gdzieś w kąt, a zastąpiłam je brzydkimi adidasami. Kiedy eyelinera użyłam po raz ostatni, by zatuszować dziurę w szafce.

Zanim mnie ocenisz postaraj się zrozumieć.

 


Łączy nas wiele. Jesteśmy przede wszystkim matkami, a przy okazji żonami, rozwódkami, nie żonami, kucharkami, sprzątaczkami. Dbamy o nasze pociechy. Jednak nie możemy zapomnieć o najważniejszym

jesteśmy przede wszystkim kobietami!

Jesteś mamą? Dołącz do grupy Matka po godzinach. Życie od kuchni!

Grupa dla mam, rozmawiamy nie tylko na tematy związane z dziećmi, ale przede wszystkim o tym, co ich nie dotyczy. Szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko. Zadajemy pytania, wspieramy się w trudnych chwilach, chwalimy sukcesami, tymi małymi i dużymi.


 

  • Ann

    Trzeba mieć odwagę, żeby żyć tak jak się chce i być tym, kim chce się być. Jeśli tej odwagi brakuje, żyje się cudzym życiem. Przykre.

  • Ewa

    Zrozumienie i akceptacja są najważniejsze! Najbardziej wkurzają mnie wszyscy mężczyźni, którzy mają w głębokim poważaniu swoją żonę, jej potrzeby, dziecko. Chwila spędzenia czasu razem nie załatwi sprawy, a wsparcie jest kobietom naprawdę potrzebne.

  • Ja nie wyobrażam sobie naszego życia bez naszej trójki. macierzyństwo to totalnie moja droga, odnajduję się w nim w 100% natomiast rozumiem, że są takie sytaucje kiedy kobieta czuje, że nie jest to dla niej… natomiast nie rozumiem presji… zdecydować się na dziecko bo ktoś tak chce.. hm.najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą, wtedy tylko można być szczęśliwym. Szkoda też, że kobiety tak często żyją z facetami, których “nie ma” w ich życiu…

  • Agata Szczygieł

    Nie do końca wiem, jakie jest przesłanie tego wpisu – rozumiem kobiety, które nie chcą dzieci, te, które o nich marzą i też te, które nie do końca wiedzą, czego chcą i testują różne życiowe wybory. “Posiadania” dzieci nie da się już odwrócić, w sytuacji tej Ani można już tylko “kontrolować szkody” – zadbać o siebie, nie robić z siebie męczennicy, zmotywować mężczyznę do współpracy i może…pójść do pracy? Trudno się wypowiadać za kogoś, ja też mam często “kryzys macierzyński”, wtedy wiem, że muszę się na chwilę wycofać (choćby mentalnie), żeby wrócić.

  • ciekawe….tak często posługujemy sie sloganami domyślnymi…. dobrze że pisząc tego posta pokazałaś cos o czym tak mało prawie w ogóle sie nie mówi

  • Jakoś nie wyobrażam sobie rodziny tylko we dwójkę. Może i jest to możliwe, ale jak dla mnie rodzina to mąż i dzieci.. Szanuję jeśli ktoś myśli inaczej.

  • Bohaterka dała się wcisnąć w bagno ze strachu, ze zwyczajnego ludzkiego strachu przed “a co ludzie powiedzą”. To jest straszne. Bardzo jej współczuję, bo nie chciałabym tak. Nie dałabym się wrobić, tylko dlatego, że wypada. Ale teraz powinna wziąć się w garść i zająć swoim życiem. Dzieci nie są malutkie, czas na wyrwanie się z domu. Myślę, że praca, choćby na niepełnym etacie dużo jej dała. Ale łatwiej ustawić się w roli podmiotu, który narzeka i nie robi nic więcej…

  • Aneta Sawicka

    Powołanie do życia dziecka powinno być świadoma własną decyzją a nie podjęta pod naciskiem. Później nie dość że matka jest nieszczęśliwa to jeszcze dzieci są tak naprawdę skrzywdzone pozbawione pełni miłości. Dla mnie to straszne. Nie każda kobieta jest powołana do macierzyństwa.
    Ja z kolei chciałam mieć dzieci od kiedy tylko pamiętam i nie wyobrażam sobie ich nie.mieć.

  • Jestem podwójna mamą,ale totalnie jestem w stanie to zrozumieć. U nas decyzja o dzieciach byla świadoma,są powołane z miłości. W tym wpisie najgirsza jest samotność,taka wiesz do szpiku kości…

  • Nie mam dzieci, ale jestem w stanie to zrozumieć… Sama chyba nie chcę ich mieć- nigdy nie miałam z nimi dobrego kontaktu, na spotkaniach rodzinnych uciekam przed dzieciakami kuzynów, a gdy widzę kolejne koleżanki zostające matkami to po prostu tego nie czuję. Niestety mój chłopak dzieci uwielbia i nie wiem, czy kiedyś nie stanie się to poważnym problemem w naszym związku…

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Jestem mamą adopcyjną, którą bardzo być chciałam i bardzo się o to starałam (najpierw w gabinetach ginekologicznych, potem w ośrodku adopcyjnym i w kilku innych instytucjach). Ale jednocześnie rozumiem kobiety, które nie chcą być matkami. Dziwi mnie tylko jedno – dlaczego decydują się na ten krok pod presją otoczenia. To w końcu ich decyzje, ich wybory i ich życie. Nikt inny go zamiast nich nie przeżyje – więc moim zdaniem powinny zastanowić się, czy rzeczywiście warto spełniać cudze oczekiwania, zamiast swoich.

  • Nie potrafię zrozumieć presji wywieranej na kobiety, jeżeli chodzi o macierzyństwo. Wiem, że wiele się w tej materii zmienia, ale ciągle często jest tak, że prędzej, ktoś zwróci uwagę młodej bezdzietnej dziewczynie, że jej zegar biologiczny tyka, niż matce, która krzyczy na dziecko albo potrafi dać mu klapsa na ulicy. To drugie, jest prywatną sprawą rodzica, ale to, że ktoś nie ma dzieci ( jeszcze albo w ogóle nie chce mieć) to często bywa przyczynek do rodzinnych dyskusji, litanii porad i przestróg.

  • No to Ania ma problem; podobnie jak jej niekochane dzieci. Ja również postanowiłam nie mieć dzieci, mój mąż się z tym zgodził, ale mam dość elastyczne nastawienie: jeśli już dziecko się pojawia, należy zmienić swoje podejście – dla jego dobra. Polecałabym w tym celu zwrócić się do jedynego uwalniającego źródła miłości- do Boga. On jedynie może zmienić nastawienie Ani przez co totalnie zmieni się jakość jej życia. I jakość życia jej rodziny.
    Powodzenia!

  • Mega ciekawy tekst. Nie jestem jeszcze matką, chociaż nie ukrywam, że kiedyś chciałabym być.

  • I na na razie dzieci mieć nie chcę. Mimo, że otoczenie powoli zaczyna wywierać coraz większy nacisk – twardo obstaję przy swoim. Wiem, że muszę TO poczuć, by być szcześliwą mamą. W innym wypadku unieszcześliwie nie tylko siebie…

  • Natalia_21

    Ja mam dziecko i jestem szczęśliwa :)

  • Dołączyłam :) Fajny pomysł także będziemy częściej w kontakcie :)

  • Mondro

    Staram się nie oceniać, ale prawdopodobnie zaraz to zrobię. Bo nie rozumiem, nie rozumiem, że można dać się mieszać z błotem osobie która powinna być najbliższa. Nie rozumiem, że można dać się zmanipulować środowisku i pod czyimś wpływem decydować się na dzieci. Podłe to w stosunku do tych dzieci. Ja też nie jestem święta, nieraz moich dzieci nie znoszę, nieraz potrzebuję wyjść, żeby zacząć żyć, ale moje życie mam na własne życzenie, bo tego chciałam, a nie na życzenie kogoś innego. Z drugiej strony, coś musi być na rzeczy, że bohaterka tego wpisu na to wszystko się zgodziła… może jakaś potrzeba akceptacji? może brak miłości w domu? Trudno powiedzieć. Myślę, że przydałaby się jej wizyta u kogoś kto przywróci jej wiarę w siebie samą. Przede wszystkim powinna jednak wyjść z domu, do ludzi, pójść do pracy, żeby się Pan i Władca odchrzanił. Niezależność i poczucie własnej wartości z pewnością pomogą jej inaczej spojrzeć na to życie, może postanowi zawalczyć o siebie i swoje dzieci? Bo może jednak jakoś tam po swojemu jednak je kocha, tylko życie ma do dupy. ;)

  • Gdy jest się za macierzyństwem to posiadanie dzieci wydaje się być czymś tak oczywistym, że odkrycie innego spojrzenia może wprawić w osłupienie. Jednak dobrze poznawać inne opinie, mieć świadomość, że nie każdy musi mieć tak jak my. Nie wiem czy Ania jest osobą fikcyjną czy nie, ale życzyłabym jej odnalezienia pola do samorealizacji. Strasznie ciężko musi jej być gdy ciągle zajmuje się sprawami, które ją nie interesują, a wręcz drażnią.

  • Dołączyłam do grupy. A co do macierzyństwa – żadnych dzieci w wykonaniu tych, co ich nie chcą! Choć to trudne, wiem – w mojej rodzinie wywieranie presji w różnych kwestiach jest wciąż na porządku dziennym (dla jasności – wyjście z domu rodzinnego, posiadanie dzieci itd. przed tym nie chroni – pojawia się nawet więcej tematów, w których rodzina usiłuje wywierać presję ;) ).