slow life
codzienność

Zwolnij

Co to właściwie jest ten cały slow life? Chwilowa moda, na którą cierpi spora część ludzkości, a może coś czego naprawdę nam w życiu brakuje? Żyję w ciągłym biegu, w pogoni czort jeden wie za czym. Niby za czymś lepszym, niby ciągle czegoś mało, ciągle czegoś brakuje, jest jakaś tęsknota za czymś, co lubiłam kiedyś robić. Marzenia, plany i pasje włożyłam do szuflady, by otworzyć ją później, ale kiedy nadejdzie to później? Nie wiem. Coraz częściej wydaje mi się, że ludzie żyją na pokaz, bez harmonii z samym sobą. Jeden drugiemu chce udowodnić, że ma się lepiej. Wszechobecna zazdrość nakłania do robienia wszystkiego wbrew sobie, wbrew temu co się lubi i ceni.

Slow life.

Czy słyszałam kiedyś o slow life? Gdzieś mi się to obiło o uszy, ale jak szybko wpadł, tak i wypadło. Jednak podążając ścieżką odnalezienia spokoju, znów stanęłam przed tymi słowami, jednak tym razem zatrzymałam się na dłużej. Zwolniłam…

Czym zatem jest to całe slow life? Najprościej powiedzieć: stawiam na jakość, a nie ilość. Wcześniej myślałam, że slow life wyznają tylko minimaliści, a ja nie do końca do nich należę, nie czarujmy się, nie należę wcale. Choć minimalizm poniekąd gdzieś tam mi się podoba, to w minimalizmie nie czuję się dobrze. Dajmy na to mieszkanie, ograniczone do minimum, dla mnie jest puste. Mi brakuje w nim duszy domownika. Dlatego ucieszyłam się, kiedy przeczytałam, że nie każdy wyznawca slow life to minimalista.

slow life

Wróćmy jednak do jakości.

Czy nie lepiej przeczytać fantastyczną i ciekawą książkę niż przewracając kartki, udawać że czytam coś popularnego? Czy nie lepiej zjeść plaster wyśmienitego sera, niż paczkę czegoś seropodobnego? Albo prawdziwą kostkę czekolady niż brązowe coś przypominające w smaku kupę. Pielęgnować własne małe tradycje niż otaczać się czymś “na pokaz”.

Nie mam perfekcyjnego życia i nie chcę mieć, perfekcja jest nudna. Iść na bal w drogiej sukni, idealnie wyprasowanej i bać się pobrudzić czy zatańczyć, by nie pognieść sukienki … To nie dla mnie, ja chcę czerpać z życia to, co najlepsze, a perfekcjonizm mi w tym przeszkadza. Nie mam zamiaru chodzić za synem, który bardzo lubi brudzić, ze ścierką, szkoda moich nerwów i straconego czasu, dlatego idąc do piaskownicy, zdejmuję buty i siadam z Prezesem w piachu, wracamy do domu brudni, ale szczęśliwi.

Slow life to zmiana, zmiana stylu życia na takie, w którym żyjemy przede wszystkim swoim tempem i w zgodzie ze samym sobą. Zwalniam zatem i zajmuję się tym, co dla mnie ważne. Przestaję więc, choć w sumie już jakiś czas temu przestałam, przejmować się tym, co sądzą na mój temat inni, zupełnie obcy mi ludzie. Owszem wysłucham tego, co ktoś ma mi do powiedzenia, ale przecież nikt nie wie co jest dla mnie najważniejsze. Przecież kobieta sprzedająca mi marchewkę nie wie, co sprawia mi radość. Dziewczyna idąca na przeciw nie wie, co daje mi spełnienie. Ile razy przejmowałam się rzeczami, które na to nie zasługiwały? Wystarczająco wiele. Jestem dumna z własnej wyjątkowości. Dlatego mówię stop. Zwalniam …

slow life

Blogowanie.

Co zaczęło mi sprawiać radość? Pisanie. Nie mam zamiaru swoimi postami zadowalać innych, zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie odpowiadało w tym co robię bądź co piszę. Czasem kręta i wyboista jest droga, którą idę, by osiągnąć swój cel, a sprawia mi ona przyjemność. Wystarczy zwolnić i zawalczyć o samą siebie. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której chociażby humor się poprawi po przeczytaniu mojego tekstu czy minimalnie dodam jej skrzydeł, będzie to mój sukces, moja wielka satysfakcja. Blogowanie stało się moją pasją, czynnością, którą lubię robić i spełniam się w tym, co robię. Nie chciałam czekać i narzekać, że nic nie robię, w końcu wtedy najbardziej bym ryzykowała. Trudno od razu stać się osobą rozpoznawalną i czytaną czy cytowaną, jednak nie jest to niemożliwe. W końcu każdy od czegoś zaczyna. Sama pasja nie wystarczy, wiem, ale jeśli konsekwentnie i powoli dążymy do czegoś, to radość po jej osiągnięciu jest niesamowita. Każdy postawiony krok do przodu daje mi radość, a każdy w tył motywacyjnego kopa. Nie boję się błądzić i zatracać, każdy błąd to kolejna nauka.

Jeśli coś sprawia mi przyjemność i nie narusza wolności innej osoby jest świetne. Nie uczestniczę w żadnych zawodach na najlepsze zdjęcie z wakacji czy idealny makijaż bądź figurę. Skoro czuję się wspaniale w swoim ciele, po co mam robić coś, co będzie się podobało innym, nie mnie?

Jeśli i Ty chcesz zwolnić i zacząć żyć, a nie masz pojęcia jak się do tego zabrać, polecam książkę Joanny Glogazy “Slow Life”.