Będąc w ciąży każda mama ma nadzieję, że wszystko z nienarodzonym dzieckiem będzie dobrze. Każda mama chce jak najdłużej nosić pod sercem drugie serce. Jednak nie zawsze wszystko się udaje. Wszystko się zmienia, kiedy zostajesz mamą wcześniaka.

“W ciemnościach stoi postać matczyna, niby idąca ku tęczowej bramie. Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię, a w oczach widać, że patrzy na syna.” J. Słowacki

Zbyt szybko

Rozmawiam z nią. Karolina opisuje siebie jako nadzwyczaj dorosłą dwudziestopięciolatkę. To jej trzecia ciąża, wywalczona. Mimo wszystko Marcel to jedynak.

Jej marzenie to nigdy się nie poddać i walczyć, o zdrowie i sprawność syna. Chociaż myśli pozytywnie, to strach jej nie opuszcza. Wesoła, szczupła blondynka, z porywającym uśmiechem na twarzy.

Ich historia

Plamienia w początkowej fazie ciąży niepokoją, ale lekarze są spokojni, serduszko bije, więc i ja spokojna jestem. Energia rozpiera, apetyt ewidentnie wzrósł, wymiotów i mdłości brak. Ciąża wymarzona.

Każde USG jest ważne, w końcu dla kogo nie jest, ta ciągła obawa czy usłyszę bicie serca. Ważne, że bije. Muszę się oszczędzać. Pojawiają się kolejne krwawienia, a przyczyn brak.

Gruszki i jajka powodują mdłości, pogoda za oknem piękna, a ja obserwuję ją z łóżka, jeszcze domowego, bo w końcu termin z USG mamy na 19 grudnia. Badania z USG genetycznego – idealne. Nic nie wskazuje na to, że będzie to wcześniak.

To już trzy lata

Czuję ruchy i choć teraz jestem bardzo szczęśliwa, to nigdy nie zapomnę o moich aniołkach, które nie mogą być z nami. Oni czuwają, wiem że czuwają.

Dziewiętnasty tydzień ciąży. Prawdopodobnie będzie syn, mąż szczęśliwy, a nawet imię wybrane – Marcel! Dwudziesty drugi tydzień ciąży – szpital. Marcel pcha się na świat, jest rozwarcie, ratują nas kroplówką, magnezem, luteiną i spazmoliną.

Okruszek dostaje sterydy na płuca. Nic mi nie wolno. “Synu poczekaj jeszcze”. Wody się sączą, pęcherz pęknięty, nie mogę iść nawet do łazienki, więc leżę i czekam. Byle dwa tygodnie, tyle trzeba by przewieźli na patologię ciąży i oddział dla wcześniaków do Olsztyna.

Walka ciągle trwa! Wiadomości słyszę dobre: “ilość wód płodowych – prawidłowa”, “serduszko silne i zdrowe”, “wymiary w normie”. Zmieniłam miejsce zamieszkania na szpital. Tak, moim domem jest szpital.

04 września 2014. Ciąża zakończona.

25 tydzień ciąży – siłami natury o 18:30 przywitał nas Marcel. Wcześniak. 650g i ok 30 cm, 2/10 w skali Apgar, jest źle, ale żyje! Jedno płuco zapadnięte. Walczy o życie, jest w ciężkim stanie i ma małe szanse. Ale walczy! Tak bardzo pragnę go przytulić.

Walczymy też dzielnie o każdą kropelkę mleka. Jest stabilny, płuco się rozpręża, Marcel jest silny. Lekarze uspokajają, że nie jest bardzo źle, apetyt mu dopisuje. Każda dobra wiadomość daje mi siłę do walki o niego, nie poddamy się!

Boże dlaczego my. Widok jak karmią małego jest straszny. Trzeba odetkać gardło i przełyk z wydzieliny – odsysają ssakiem, odłączają od respiratora (wtedy ja bacznie obserwuję monitor, który wskazuje, że jest wszystko dobrze), wkładają sondę do żołądka i strzykawką podają mleko.

Szósta doba życia i pierwsza próba odłączenia Marcelego od respiratora. Mój mały wcześniak, wszyscy jesteśmy dumni z niego. Byle do września. Niestety jak się okazuje, tu na tym oddziale są pozytywne wiadomości, a chwilę później znów świat się wali.

Wierzę w Ciebie synu. Wiem, że dasz radę. Tak bardzo cię kocham i pragnę chociaż potrzymać za tą maleńką rączkę. Niestety, w nocy sobie nie radził z oddychaniem, wrócił pod respirator.

Dwunasty dzień życia. Zapalenie płuc, w posiewie z krwi – bakterie, kolejny antybiotyk, kolejna walka. Ciągle ta anemia, już gołym okiem widać. Czeka nas przetaczanie krwi, a w ciągu trzech dni powinno się poprawić.

Piętnasty dzień życia. Kolejna walka o oddech, jest zbyt słaby, ale ma charakterek, wyrywa sobie rurkę z gardła, ma jej chyba dość. Bycie mamą wcześniaka wcale nie jest łatwe. Radość zbyt szybko zmienia się w przerażenie.

Osiemnasty dzień życia. Upragniony moment nadszedł, mogę chwycić jego maleńką rączkę. Pojawiają się łzy. Tak płaczę, nie umiem powstrzymać łez, jestem taka szczęśliwa, w końcu mogę cię choć przez chwilę mieć! Ta krótka chwila dała mi tyle szczęścia i radości, ogromnego kopa do walki! Do naszej walki, którą musimy wygrać!

Odstawiono antybiotyki, brak wylewów do mózgu (strasznie się ich bałam), posiewy z krwi i moczu jałowe (jest dobrze), jutro włączają Celeston, by płucka dojrzały i najważniejsze … waży 660 gram!

Wcześniak. To nie wyrok.

Nie potrafię się już cieszyć z kolejnych prób odłączania od respiratora, ciągle istnieje ryzyko, a strach mnie nie opuszcza, na szczęście nadzieja też nie. Po trzech tygodniach życia mogłam w końcu zmienić pieluszkę. Cała drżałam.

I oto nadszedł ten dzień, kiedy pozwolono mi wziąć go w ramiona! Mogłam zanucić mu piosenkę. Kolejny dzień sam oddycha, duma rozrywa mi serce. Jakie to cudowne uczucie przytulać swoje dziecko do piersi, łzy płyną same.

45 minut. Te 45 minut dają tyle szczęścia!

Niestety bezdechy wróciły, jeśli nie oddycha, mózg nie dostaje tlenu i słabo się rozwija, co może prowadzić do porażenia. Czemu to tak cholernie wszystko boli?!
48 doba życia Marcelego, to ciągła walka z oddychaniem.

Waży już 1010 gram, a mierzy 37,5 centymetra. Oczy póki co zdrowe, to dobra wiadomość. Okazuje się, że problemy z oddychaniem najprawdopodobniej są związane z anemią.

Siedemdziesiąty czwarty dzień życia. Po badaniu okulistycznym zostaje skierowany na natychmiastowy zabieg. Po zabiegu nie poznałam go. Nie poznałam własnego syna! Wyglądał strasznie.

Wielka, nabrzmiała od płynów i leków głowa. Nerki nie nadążają z usuwaniem wody, wszystkie kończyny spuchnięte, na dodatek zmagamy się z porespiratorowskim zapaleniem płuc, grozi też niedoczynność tarczycy oraz przepuklina pachwinowa prawostronna.

Mimo codziennych dojazdów, jestem silna. Nie mam czasu myśleć o sobie, nie mam po co narzekać, w końcu jadę do mojego kochanego syna. Do wcześniaka, by przez 45 minut móc go potrzymać w ramionach, co daje wiele radości. W myślach jest tylko on. Marceli.

Zapach domu.

Mija dziewięćdziesiąt dziewięć dni odkąd jest na świecie. Po wielu stoczonych walkach zabieramy go do domu. Czekają kolejne bitwy, ale już jesteśmy razem, już w domu, tacy szczęśliwi, tego nie da się opisać i opowiedzieć!

waga: 2280g długość: 45 cm

Według lekarzy, nasz okruszek rozwija się świetnie, a my celebrujemy każdą sekundę spędzoną razem. Co tam kolki i nieprzespane noce?! Jesteśmy razem! Mimo wszystko razem. My i on, Marcel. Nasz syn. Wcześniak.

Każdego trzeciego dnia miesiąca przypomina mi się cały ten koszmar, ale każdego trzeciego dnia miesiąca dziękuję, że jest z nami, że żyje, uśmiecha się i płacze. Jest naszym cudem.

Mimo ciągłej walki wiem, że jest warto. Efekty są widoczne co cieszy moje serce.
Marceli jest w pełni sprawnym dzieckiem, mimo skrajnej niedojrzałości! Lekarze nie dawali mu wiele szans,  mówili że nie będzie sprawny! On zaskoczył nas wszystkich!

29 stycznia 2016

Do porodu zostało 200 dni! Tak, serduszko bije, a Marceli będzie najlepszym starszym bratem na świecie!

 

 

Karolina dała mi możliwość zajrzeć w swoje najgłębsze myśli. Gdybym miała wszystko napisać, musiałabym zrobić roczne opowiadania. Ciężko było mi czytać, a później pisać. Litery ciągle za mgłą, przerwa na opróżnianie nosa i sterta chusteczek pod ręką.

Płakałam czytając i płaczę pisząc.

Chcesz poznać więcej historii niesamowitych malców? Zacznę od Martynki, która w listopadzie 2010 roku nagle dostaje wysokiej gorączki. Jest też mały Aleksander cierpiący na dysplazję diastroficzną. Zaś pewną historię swojego życia opowie ci nieznany chłopiec.