Czym właściwie jest zazdrość? Dlaczego czujemy to ukłucie w sercu kiedy, ktoś zbyt blisko staje obok partnera lub dotyka jego ramienia? Dlaczego naturalne uczucie zazdrości przeradza się często w chorą i nieuzasadnioną? Do czego możemy się posunąć, kiedy zawładnie nami zazdrość?
Najwięcej inspiracji, do napisania tego tekstu, czerpałam z fantastycznej książki, którą podarował mi ktoś, o kim pamiętam tylko tyle, że właśnie podarował mi tę książkę. Nie pamiętam jego imienia, a szkoda, bo chyba był sympatyczny … Tracey Cox “Nie tylko HOT SEX, czyli jak stworzyć szczęśliwą parę”.

Książka ta trafia najczęściej w moje ręce zazwyczaj, gdy:

  • Nie wiem, czy mam problem.
  • Nie wiem, czy to jest problem.
  • Chcę uniknąć ewentualnego problemu.

 

Czy zazdrość powstrzymuje przed zdradą?

Nie! Przez zazdrość możesz stać się jeszcze bardziej skłonna do zdrady. Im częściej oskarżasz partnera o romans czy flirt, tym częściej w jego głowie będzie pojawiała się myśl: “Skoro ona jest o tym przekonana, mogę to zrobić”. Nie ma sensu we wszystkim szukać “dowodu na zdradę”.

Chyba że chcesz po prostu zwariować.

Dwie zakochane w sobie osoby są często zazdrosne o siebie nawzajem. Nic dziwnego, w końcu to miłość. Trzeba jednak uważać, by zazdrość nie omotała umysłów.

Zazdrość jest podstępna!

Kobieta owładnięta zazdrością widzi niebezpieczeństwo tam, gdzie go po prostu nie ma. “Niezdolność zaufania drugiej osobie dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn, ze wszystkich grup społeczno-ekonomicznych i wszystkich kultur. […] Każdy porównuje się do swojego osobistego ideału, który stoi zawsze nieco wyżej od nas”. Wszyscy czujemy czasami ukłucie zazdrości.

Oto kilka jej przyczyn:

1. Brak pewności siebie.
2. Dzieciństwo.
3. Przeszłość.
4. Twoja historia niewierności.

Kto nie zna, chociażby ze słyszenia historii o wspaniałym, troskliwym i uczuciowym mężczyźnie, który dzwoni kilkanaście razy dziennie, by usłyszeć jej głos. Romantyczne prawda? Zakochana kobieta po jakimś czasie odsuwa powoli przyjaciółki, ciesząc się faktem, że ma faceta, który też nie wychodzi ze swoimi kumplami, bo chce spędzać czas tylko z Nią!

Początek zazwyczaj jest taki w każdym związku. Dopiero później, gdy chcesz powoli powrócić do “normalności” – zdajesz sobie sprawę, że On Ci jednak na to nie pozwala. Przestajesz jasno myśleć i utwierdzasz się w przekonaniu, że On tak bardzo Cię kocha i po prostu uwielbia spędzać czas tylko z Tobą.

Mniej więcej wtedy, ten wspaniały mężczyzna, zaczyna podkopywać Twój szacunek do samej siebie.

Zazdrosny partner może zacząć tobą manipulować i wcale nie musi być tego świadomy. Powtarza ci, że rodzina tobą rządzi. Dyktuje ci jak, masz żyć. Wmawia ci, że koleżanki potajemnie tobie zazdroszczą tak kochającego mężczyzny, dlatego lepiej byś nie spotykała się z nimi za często. Po pewnym czasie zaczynasz mu wierzyć.

Zasiewa ziarnko zwątpienia, a potem regularnie je podlewa.

Efekt jest taki, że zaczynasz źle i podejrzliwie patrzeć na rodzinę, przyjaciół, a nawet kolegów z pracy. “Życie obraca się wyłącznie wokół Niego. […] Jedyną osobą, jaka Ci została, jest Twój partner […] jesteś zawsze tam, gdzie on chce, żebyś była”. Jeżeli czytając ten tekst, stwierdzasz, że choć w połowie dotyczy on właśnie ciebie, to najwyższa pora byś się ogarnęła i wzięła sprawy w swoje ręce. Zacznij szukać pomocy!

Książka, którą warto mieć w domu.

Mimo że przeczytałam już kilka razy książkę Tracey, to chętnie do niej wracam. T. Cox jest australijską specjalistką w dziedzinie sexu i miłości, a rady które przekazuje, są naprawdę pomocne.

Ps. Dla ciekawych czytelników, którzy chcą wiedzieć, dlaczego akurat teraz zajrzałam w tę książkę, wyjaśniam:

Pierwszy raz jestem mamą. Pierwszy raz spędzam tak dużo czasu w domu, najczęściej z dzieckiem (w sumie to cały czas z dzieckiem). A mój kochany Myster P. akurat teraz ma wiele “spotkań” (możliwe, że słowo “wiele” istnieje tylko dla mnie). By nie zwariować i nie zacząć obciążać męża wyimaginowanymi podejrzeniami, wolałam zajrzeć w książkę, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

I, mimo że ufam Mysterowi P. (bo jaki to związek, który z zaufaniem nie ma nic wspólnego) to wiadomo, każdy jest choć odrobinkę zazdrosny o swojego partnera. I nie ma w tym nic złego, jeśli nie próbujemy osaczyć go i zamknąć w złotej klatce.

Wszystkie cytaty zawarte w poście pochodzą właśnie z książki Tracey Cox “Nie tylko HOT SEX, czyli jak stworzyć szczęśliwą parę”.

  • Moim zdaniem odrobina zazdrości w związku jest niezbędna, ale zdecydowanie musi być to zdrowa zazdrość. Taka, dzięki której czujemy się kochani i docenieni. Nie znoszę chorej zazdrości i miałam to szczęście w życiu, że moi partnerzy czy mąż nie należeli do facetów chorobliwie zazdrosnych. Wydaje mi się, że to strasznie musi niszczyć związek. Nie wyobrażam też sobie, jak można być zazdrosnym bezpodstawnie.

  • mama Filipa

    Esencjo … jak cudownie to brzmi <3
    Mnie spotkała chorobliwa zazdrość ze strony byłego partnera, na szczęście opatrzność czuwa i teraz jestem szczęśliwą żoną wspaniałego mężczyzny,o którego byłabym zazdrosna, gdybym tylko miała jakieś powody. Ale to oczywista zazdrość, jeśli się kogoś kocha i czuje się przy tej osobie niesłychanie wspaniale. Dlatego zgadzam się z Tobą w 100 %

  • Ja mam taką teorię, ze w takich związkach brakuje przede wszystkim rozmowy. Rozmowy o własnych wątpliwościach, niepokojach, marzeniach, uczuciach czy nawet dniu codziennym.

  • Trwale zwiazki buduje sie na wzajemnym zaufaniu. Niestety podejrzliwosc, im bardziej sie w nia zapuszczamy, tym bardziej wciaga. Chyba na samym poczatku relacji nie nalezy jej dojsc do glosu, bo to bledne kolo. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Nie da się uniknąć zazdrości. To stały element związku jak napięcia, sprzeczki czy stany uniesienia, poczucie bezpieczeństwa i bliskości. A dlaczego? Bo mało kto nie spełnia jednego z podanych przez Ciebie 4 warunków :) Poza tym ta nutka niepewności jest niezbędna, by z większą uwagą przyjrzeć się własnemu zaangażowaniu w związek :) Jeśli zaczynam czuć zazdrość to sobie zadaję pytanie: czego nie robię? Gdzie jest luka? Może za mało okazuję uczuć, albo za słabo angażuje się w słuchanie, albo prozaicznie nie dbam o jej potrzeby? Fajny temat. Dziękuję, że mnie skłoniłaś do refleksji :D