Z racji tego, że jest jesień przeziębienie dopadło i nas. Przeziębienie dziecka często spędza sen z powiek. Już wolę umierającego męża z temperaturą 36,9.
matka

5 rzeczy, które są niezbędne w naszym domu, podczas przeziębienia.

Z racji tego, że jest jesień przeziębienie dopadło i nas. Póki co nie spotkało nas nic gorszego niż przeziębienie dziecka. Już wolę umierającego męża z temperaturą 36,9.

.apsik.

Zaczęło się od niewinnego kichania Prezesa, później doszedł kaszel i męczyło go osłabienie. Bez gorączki. Ot, zwykłe przeziębienie dziecka. Później przeszło na P., który zniósł chorobę w ciszy. Może nie chciał wyprowadzić mnie z równowagi?

Koniec końców dopadło i mnie. Mamy jednak wolnego nie mają. Pokonałam swoje przeziębienie nawet nie pamiętając, że coś mi dolega. Po tym męczącym tygodniu wiem jedno!

Jest kilka rzeczy, które są niezbędne, by ulżyć sobie w chwilach słabości. Pomóc zwalczyć przeziębienie dziecka. Zanim do nich przejdę wspomnę oczywiście o naturalnym wspomaganiu.

.przeziębienie dziecka.

.naturalnie.

Kiedy nadchodzi okres jesienno-zimowy, sięgam po tran, który podaję młodemu. Dodatkowo syrop z aronii do herbaty i cytrynę. Jeśli już twoje dziecko moze, to polecam też czosnek.

.z apteki.

Syrop, z polecenia pediatry. Czasami już tak jest, że trzeba sięgnąć po coś z apteki, co nie do końca jest naturalne.

Krem do lepszego oddychania. Długo wzbraniałam się żeby kupić coś takiego, ale w końcu pękłam, bo już nie dawałam sobie rady z zatkanym nosem Prezesa. Jak już kupiłam to “smarowidło”, zaczęłam żałować, że zrobiłam to tak późno, ale wiadomo cały czas się uczymy.

Woda morska, spray do noska. Nawilża dokładnie ten i tak bolesny nosek, mimo krzyków i płaczu, które towarzyszyły nam przy używaniu.

Inhalator. W zasadzie powinnam zacząć od niego. Ten pomógł nam w nie jednym katarze. Pomagał oczyścić nos, dzięki czemu lepiej się oddycha. Konsekwencją tego jest lepsze samopoczucie zarówno chorego, jak i jego mamy.

.u nas.

Zaczął się ten etap, że wszystko co w szufladach jest mega interesujące. Dlatego idąc po pilot, który leży gdzieś na podłodze, muszę wykonać slalom i kilka skoków, to nic że sprzątam jeden pokój (a gdzie tam reszta) kilkanaście razy dziennie i tak wygląda zawsze, jakby tajfun wbił się nam do mieszkania i siał spustoszenie.

Spacery są dalej ukochaną czynnością w ciągu dnia, niestety powrót do domu kończy się wrzaskiem i wielką rozpaczą, już gdy na horyzoncie pojawią się drzwi. Uspokoić się pomaga dopiero skrzynka po butach lub buty.