Pierwsze wyjście z domu bez syna przysporzyło mi nie lada emocji. Oprócz podekscytowania były również obawy. Nadszedł ten dzień, w którym pierwszy raz miałam opuścić syna na dłużej niż godzinę. Zatem jak rozstać się z dzieckiem?

.bez spiny.

Piję kawę z ukochanego kubka, patrzę na śpiącego gada, który słodko pochrapuje z uśmiechem na ustach i wiszącym smoczkiem. Jeszcze kilka godzin temu porozbijał kilka szkieł i jeśli pójdzie tak dalej, to w jego pierwsze urodziny, uraczę gości plastykowymi kubkami i talerzykami.

Jakiś czas temu dostaliśmy zaproszenie na zabawę urodzinowo-andrzejkową, mojego wujka, a zarazem ojca chrzestnego. Wspólnie z P. postanowiliśmy, że Prezes zostaje w domu z babcią, dochodzącą ciocią i czworonożną opiekunką-adwokatem.

Im bliżej imprezy, tym ciężej mi było pogodzić się z tą sytuacją. P. był w siódmym niebie. Zresztą facetom chyba to łatwiej przychodzi, takie rozstanie, my – matki – jakoś ciężej to znosimy. Doszło nawet do tego, że planowałam się rozchorować i puścić P. samego “w tango”. Plany wzięły w łeb, a pochorowałam się dopiero po imprezie.

.ten dzień.

Nadszedł! Prezes od rana “czuł”, że coś się święci. Był marudny, nie chciał jeść, nie spał aż w końcu odpicowana mama, położyła się z nim i po odśpiewaniu wszystkich znanych i mniej znanych kołysanek, zasnął.

Limuzyna z szoferem Jarkiem podjechała i z ciężkim sercem odjechaliśmy. Gwoli ścisłości to ja odjechałam z ciężkim sercem i łezką kręcąca się w oku, zaś P. ćwierkał jak skowronek. Czy powiesz mi jak rozstać się z dzieckiem bez łez?

Początek imprezy był okropny, okropny dla mnie, bo dalej nie umiałam poukładać myśli związanych z rozstaniem. Z odsieczą przyszedł mój prywatny rycerz P. “Pij!” powiedział.

.jak rozstać się z dzieckiem.

Zabawa była cudowna, spotkałam dawno niewidzianych ludzi, pożarłam ogrom ciastek, bo były pyszne. Oczom zaś ukazywały się różno kolorowe drinki, które wyglądem kusiły jak nic. “Pij!” znów wyszło z ust P.

Barman serwował pyszne drinki i zgubne szoty, którym było ciężko się oprzeć, więc się nie opierałam. Bo po co? Wybawiona, wytańczona i upita, a przy okazji podtyta czy też utyta, wróciłam do śpiącego Prezesa.

Sen był krótki, a mały chodzący budzik powitał swą matulę o szóstej rano. No przecież nie mogło być inaczej. Wstałam! Nagle poczułam ból, wysokie obcasy dopiero teraz dały o sobie znać. Co na to mama? Jak zawsze kawa!

Na odkupienie win i uspokojenie swojego sumienia, kupiliśmy smykowi klocki, a wyrzuty sumienia, opuściły mnie po wręczeniu podarunku. Wytulony i wycałowany Prezes, z nowymi klockami, winę rodzicom odpuścił.

Rada nr 1
“Pij!”
Rada nr 2
“Pij!”
Rada nr 3
Tylko się nie upij, bo jutro też jest dzień!

Ps. Podejdź do tekstu z “przymrużeniem oka”
Ps. 1 Po radzie nr 1 występują skutki uboczne, zachodzące w dniu następnym.
Ps. 2 Nie ma recepty na spokojne opuszczenie dziecka.
Ps. 3 Dobrze, że takie imprezy zdarzają się rzadko.

  • Marta S.

    Haha :) U mnie się to nie sprawdza, w sensie picie :) I nawet jak idę do fryzjera i młodej ze sobą nie biorę to mi źle, taka kwoka się robić zaczęłam ostatnio.

  • mama Filipa

    ja myślałam, że kwoką nie jestem, ale w sumie jeszcze nie miałam żadnej okazji, by malucha zostawić na dłużej beze mnie. Ewidentnie kwoką jestem. Haha i jest jeszcze jedno … nawet jak chciałam oduczyć młodego spać z nami, to później z mężem biegliśmy po Niego i zostawał w naszym łóżku:)

  • Zwykła Matka

    Racja, recepty nie ma :) Dla mnie takie zarwanie nocy najgorsze jest dlatego, ze córka nastepnego dnia nie da nam odpocząć :)

  • mama Filipa

    no u nas tak samo :) później nawet kawa nie pomaga niestety …

  • U nas najgorsze było tylko pierwsze wyjście, a potem to już tylko odliczaliśmy dni do kolejnego ;)
    Chociaż pamiętam, że jak córka pierwszy raz sama pojechała na 4 dni do babci, to przez pierwsze 3 dni płakałam, a czwartego dnia cieszyłam się, że już po nią jedziemy :D

  • Budująca Mama

    Ja jeszcze nie dałam rady. Opuści)am tylko na 3 noce, kiedy rodziłam drugie ? ale została z Tatą. Ale ja matka kwoka jestem ?

  • Alina Dobrawa

    O ja, pamiętam dokładnie ten pierwszy raz, kiedy mieliśmy się rozstać. U nas było tak, że to Lili miała wychodne :), miała jechać na nockę do babci, chcieliśmy właśnie sprawdzić jak się zachowa i jak sobie poradzić. Ja oczywiście zestresowana, ale Lili na drugi dzień do domu nie chciała wracać :D

  • Młoda Mama

    Jestem ciekawwa, jak to będzie ze mną, kiedy Mały podrośnie. Bo teraz już kilkanaście razy zostawał beze mnie, ale jest jeszcze na tym etapie, kiedy mogę sprzedać go każdemu :P