Kiedyś rzadko chodziłam w takie miejsca, jak plac zabaw. Nie były mi one do szczęścia potrzebne. Nie miałam dzieci i nie chciałam wyglądać dziwnie gapiąc się w nie swoje biegające szkraby.

Wszystko się zmieniło kiedy urodził się Filip. W zasadzie kiedy podrósł. Od jakiegoś momentu zaczęłam baczniej przyglądać się temu, co się tam wyprawia. Plac zabaw okazał się nad wyraz ciekawy.

.plac zabaw.

Podsłuchane. W parku, gdzie jest plac zabaw i mnóstwo ławek, na których można posadzić swoje zacne cztery litery, jak to zazwyczaj bywa, jest wiele osobowości. Są panie, które przychodzą się wyciszyć, inne pobawić z dziećmi, kolejne by spotkać się i poplotkować.

Na pierwszy plan rzucają się oczywiście wszędzie biegające dzieciaki, co akurat mnie cieszy. Później dostrzegam mamy bardziej i mniej zaciekawione tym, co porabiają ich pociechy.

.pokaz mody.

Dzieci umorusane i szczęśliwe oraz dzieci wystylizowane. Których to matki są wystylizowane jeszcze bardziej. Dzieci wystylizowane mają się cholernie ciężko na tych placach zabaw. Jest mi ich cholernie żal.

Ciągle słyszą Jaś nie wolno tam iść, Zosia nie do piasku, bo się pobrudzisz, Kazik tam nie, bo zniszczysz sobie buciki, Kinga uważaj na sukienkę, Basia nie wolno zjeżdżać, bo masz nowe spodnie i mama Ci już nie kupi innych. Franek nie, Gosia, nie.

Biedne te dzieci nie mogące korzystać z placu zabaw dla własnej uciechy. Nie umieją zrozumieć dlaczego mama zabrała je w takie miejsce zamiast do muzeum. Po co wy chodzicie do parku?

Dzieci smutne siedzą obok swoich wystylizowanych mam. Z zazdrością i żalem wpatrują się w dzieci umorusane. Pełne życia hasają sobie beztrosko po cudownym placu zabaw. Goniąc się i przewracając jeden przez drugiego.

.przyjaciółki.

Na drugim planie widzę “koleżaneczki”. Ach jak one spędzają cudownie czas, ploteczki, śmichy hihy. Podchodzi kolejna.  Ooo cześć na reszcie się wyrwałam z domu bla bla bla. Zaczęłam podsłuchiwać.

Tak wiem nie powinnam. Siedziałam zdecydowanie za blisko, a one mówiły zbyt głośno. Nawet nie chciałam tego robić, tego się po prostu nie dało uniknąć. Rozmowa trwa w najlepsze.

Kurde dalej mam dietę, ćwiczę i nic, zero, jestem już wściekła. Kryśka no co ty po co? przecież świetnie wyglądasz. No weź, jesteś ekstra babka. Dziewczyny dzięki, ale… zaczęła się tłumaczyć, po czym odeszła do dziecka.

Po piętnastu minutach koleżaneczki nie mogły się powstrzymać. Mogła by ta Krysia wreszcie coś z sobą zrobić. No weź, przecież pierdzieli, że jest na diecie, a ostatnio z kebabem ją widziałam. No dokładnie, na zakupach się wczoraj spotkałyśmy i gdybyście widziały co ona miała w koszyku! szok!

.matka wie lepiej.

Znalazły się też Panie obgadujące inne dzieci. Tak właśnie dzieci. Usłyszałam, że ten za gruby, ten za chudy. Ta ma odstające uszy, ta piegi, ta jest głupia, ten nie dobry. Inny zaś dziki, a ta za spokojna. Ta ubrana za biednie, ten za bogato.

Jak się okazało to właśnie dzieci tych matek były idealne. I złego słowa nie mogłyby powiedzieć. Wiedziały czym grubsze dzieci są karmione, wiedziały dlaczego chudy jest za chudy, a ten dziki chłopiec powinien mieć większy rygor.

Spokojna dziewczynka powinna pójść do psychiatry, a mama biedniej ubranej dziewczynki do pracy. Ten bogato ubrany chłopiec nie powinien w takich ciuchach na plac zabaw przychodzić. Bo nie.

.przestałam.

Zrezygnowałam z chodzenia na plac zabaw. Jeśli już muszę tam iść, to siadam z daleka od innych mam, bo nie chce mi się ich słuchać. Zresztą moje odmienne zdanie nie pasuje do koncepcji danej grupy matek.

Zdecydowanie wolę posiedzieć na uboczu i rozkoszować się chwilą. Choć wiem, że nie potrwa to długo, bo Prezes będzie wolał towarzystwo innych dzieci, a nie swojej rodzicielki. Wtedy będę musiała zabrać ze sobą naprawdę interesującą książkę.

Do której grupy należysz ty?