Plac zabaw

at
plac-zabaw

My Polacy … Podsłuchane na spacerku.

W parku, gdzie jest piękny plac zabaw i mnóstwo ławek, na których można posadzić swoje zacne 4 litery, jak to zazwyczaj bywa, jest wiele osobowości. Są panie, które przychodzą się wyciszyć, inne pobawić z dziećmi, kolejne by spotkać się i poplotkować, a jeszcze inne by obserwować innych. Kiedyś rzadko chodziłam w takie miejsca, bo nie były mi potrzebne. Od jakiegoś momentu zaczęłam baczniej się przyglądać temu, co dzieje się w tym jakże ciekawym miejscu.

Na pierwszy plan rzucają się oczywiście wszędzie biegające dzieciaki, co akurat mnie cieszy. Później dostrzegam mamy bardziej i mniej zaciekawione tym, co porabiają ich pociechy. Dzieci umorusane i szczęśliwe oraz dzieci wystylizowane (ich matki wystylizowane jeszcze bardziej). Co do dzieci wystylizowanych – jest mi ich żal, tak żal, ciągle słyszą „Jaś nie wolno tam iść”, „Zosia nie do piasku, bo się pobrudzisz”, „Kazik tam nie, bo zniszczysz sobie buciki”, „Kinga uważaj na sukienkę”, „Basia nie wolno zjeżdżać, bo masz nowe spodnie i mama Ci już nie kupi innych”, „Franek nie, bo …”, „Gosia, nie …”; Już dalej nie chce mi się wymieniać, bo pisząc to teraz krew mnie zalewa! Oto moje pytanie do mam wystylizowanych dzieci (i samych siebie): Po co wy chodzicie do parku? Nie lepiej do muzeum? Skoro dzieci smutne siedzą obok mam (mamy klikają sobie na super ekstra komóreczkach, z których słyszę znajome dźwięki przychodzących wiadomości z Fb). Z zazdrością wpatrują się w dzieci umorusane, które pełne życia hasają sobie beztrosko po cudownym placu zabaw …
Na drugim planie widzę „koleżaneczki” ach jak one spędzają cudownie czas, ploteczki, śmichy hihy, podchodzi kolejna i „ooo cześć na reszcie się wyrwałam z domu bla bla bla”, i zaczęłam podsłuchiwać (tak wiem nie powinnam, ale mówiły tak głośno, że nawet gdybym nie chciała, to się po prostu nie dało!). Rozmowa trwa … „Kurde dalej mam dietę, ćwiczę i nic, zero, jestem już wściekła”, „Kryśka no co ty po co? przecież świetnie wyglądasz”, „no weź, jesteś ekstra babka”, „ah dziewczyny dzięki, ale …”, po 15 minutach Kryśka odchodzi i nagle „koleżaneczki”: „K%^&@, mogła by ta Krysia wreszcie coś z sobą zrobić”, „No weź, przecież pierdzieli, że jest na diecie, a ostatnio z kebabem ją widziałam”, „Nooo na zakupach się wczoraj spotkałyśmy i gdybyście widziały co ona w koszyku miała to szok!”.
Znalazły się też Panie obgadujące inne dzieci (tak właśnie dzieci!), usłyszałam że ten za gruby, ten za chudy, ta ma odstające uszy, ta piegi, ta jest głupia, ten nie dobry, ten dziki, ta za spokojna, ta ubrana za biednie, ten za bogato (oczywiście używały wtedy wulgarniejszych słów, ale nawet nie chce mi się pisać jakich, bo mi po prostu jest wstyd).
Jeżeli o mnie chodzi, to na prawdę nie wiem czy będę chodziła z Fi na place zabaw, bo zanim wyjdę z domu, będę musiała uważnie przemyśleć czy mi wypada to,lub tamto czy też nie.
Powtórzę się jest mi strasznie wstyd za Panie z ostatniej grupy, dzieciom Pań z pierwszej grupy współczuję z całego serca, a co do grupy środkowej to mam prośbę aż do samego Boga! Boże chroń mnie przed takimi koleżankami. Amen

A na obiad dzisiaj mam pyszne faszerowane papryki, które napasą mój brzuch!

Share: